Dark Mode On / Off

Lotnisko

Lotniska w Stanach Zjednoczonych są inne. Jeśli podróżujesz po świecie odwiedzając wiele międzynarodowych lotnisk, przygotuj się na pewne różnice. Jedna z nich jest krytyczna dla Twojej podróży. Jeśli nie znasz zasady transferu bagażu, możesz po wylądowaniu na końcowym lotnisku zorientować się, że Twoja walizka (dotyczy bagażu rejestrowanego) wybrała inną drogę, a Tobie pozostał bagaż podręczny. Spytasz dlaczego? Już odpowiadam.

Zasady nadawania bagażu wyglądają nieco inaczej, niż w innych krajach. To ważne dla lotów przesiadkowych. Niezależnie dokąd została nadana Twoja walizka, musisz odebrać ją na pierwszym lotnisku w Stanach. Tak więc pomimo, że lecimy do San Francisco (i właśnie tam został nadany bagaż) fakt, że mamy przesiadkę w Minneapolis sprawia, że na tym lotnisku musimy odebrać nasze walizki, ale nie martw się, nie trzeba biec do stanowiska check-in. Proces jest łatwiejszy, lecz może wydawać się nieco dziwny. Otóż, walizki odbierasz z belta na którym lądują wszystkie bagaże z Twojego lotu i przekładasz go na sąsiednią taśmę, na której lądują walizki, które lecą dalej. I to wszystko. Bardzo proste, ale gdybyśmy tego nie zrobili, nasze walizki zostałyby w Minneapolis i wolę się nie zastanawiać nad tym, czy jeszcze kiedykolwiek byśmy je zobaczyli.

Na amerykańskich lotniska nie ma obszarów transferowych. W efekcie, nawet jeżeli na lotnisku przesiadasz się wyłącznie na inny lot (np. do Meksyku) musisz mieć aktywną ESTę (lub wizę, jeżeli nie podlegasz pod program bezwizowy). Błąd może oznaczać deportację, a w takim wypadku bagaż będzie Twoim najmniejszym problemem.

Odprawa imigracyjna jest podobna do tego co już znasz, przygotuj się jednak na kilka pytań. Standardem jest oczywiście pytanie o cel podroży, plany, i czas pobytu. Jeżeli zamierzasz zwiedzać, dobrze będzie, jeżeli jesteś w stanie cokolwiek o tym opowiedzieć. Trudno mówić o celu turystycznym, jeżeli nie potrafisz wymienić ani jednego miejsca, które chcesz zobaczyć. 

Gdzie pracujesz, na jakim stanowisku. Jeżeli jesteś bezrobotny, wiadomo, ryzyko, że przyjechałeś do nielegalnej pracy jest wysokie. Mnie zadano dodatkowo kilka niestandardowych pytań. Najważniejsze, czy mam narzeczoną (tak, tak, narzeczoną) w stanach, przy czym na oficerze imigracyjnym nie zrobił wrażenia fakt, że jestem żonaty i moja żona mogłaby się poczuć zazdrosna. Ale najważniejsze pytanie jakie padło: czy masz kiełbasę, albo pierogi. Mój śmiech wyjaśnił sprawę jednoznacznie. 

Odprawa celna w Minneapolis (jest nieco inna, niż w innych miastach) wymaga posiadania deklaracji celnej. Dostałem formularz od imigracyjnego i z zaskoczeniem zdałem sobie sprawę, że nie mam długopisu. Żaden problem, podszedłem do pierwszego pracownika lotniska w zasięgu wzroku, zapytać, czy może udostępnić mi coś do pisania. Ten spojrzał na trzymany przeze mnie formularz, machnął ręką, drugą pokazał faceta siedzącego opodal przy stanowisku odpraw celnych i wytłumaczył mi: „nic nie wypełniaj, po prostu daj pusty formularz tamtemu gościowi”. Proste?

Dalszy ciąg pod karuzelą ze zdjęciami. Klikając otworzysz pełny rozmiar fotografii.

Więzienie

Ciekawostka. A wiesz, że rząd Stanów Zjednoczonych chce reaktywować więzienie Alcatraz? Tak, miałoby być dedykowane nielegalnym imigrantom. Na szczęście jedynie, jako miejsce przechowania przed deportacją. Wygodne pokoje w rozmiarze 1,5 na 2,7 metra. Z własną ubikacją i wygodną pryczą. Spacerniak z pięknym widokiem na San Francisco i zatokę.

Realizacja pomysłu, niezależnie od tego jak byśmy go oceniali, nie zepnie się finansowo. Wszak teraz, więzienie generuje przychody na poziomie 60 milionów dolarów rocznie. I to wyłącznie z turystki. Sądząc po tym, że remonty niespecjalnie cieszą się tu popularnością, koszty utrzymania ruiny są niewielkie. Budynki, poza blokiem więziennym są w w strasznym, grożącym zawaleniem stanie. Wyglądają, jakby za miały za chwilę zwalić się na głowy turystów, których ciekawość zawiodła w pobliże zgliszczy. 

Na Alcatraz płynie się statkiem. Nie trzeba długo czekać, odbijają od brzegu dosłownie co chwilę. I nie płyną na pusto. Obserwując zatokę z pokładu statku zrozumiesz, dlaczego San Francisco określa się mianem Miasta Mgieł. Zobacz zdjęcia powyżej. W jednym momencie powietrze jest przejrzyste, a mgłę widzisz z oddali, za chwilę widok spada do kilku metrów i czujesz opadającą na Twoje ramiona wilgoć. Wraz ze mgłą pojawia się nieprzyjemny zapach morskich żyjątek.

Na wyspie dość szybko dowiedziałem się o popełnionym ogromnym błędzie. Wybrałem się na wycieczkę w trampkach (nie wymienię marki). Tutaj, żeby zobaczyć wszystkie interesujące miejsca trzeba zrobić dobrych parę kilometrów. A ja w butach, które nadają się do siedzenia w fotelu i lansowania. Pod koniec zwiedzania więzienia poczułem na stopach pierwsze pęcherze. Zadecydowałem, że po powrocie na stały ląd, zajmę się w pierwszej kolejności znalezieniem sklepu z butami i kupnem czegoś wygodnego. Mój bagaż zostawiłem w miejscu, do którego mogę dotrzeć dopiero wieczorem.

No dobra. A więzienie? Możesz zobaczyć wszystko co jeszcze się nie zawaliło. Możesz wejść do celi, przy czym największe wrażenie robi dziura, czyli karcer. Siedząc w więzieniu Alcatraz, lepiej było grzecznie się zachowywać. Możesz zobaczyć korytarze techniczne (nie wejdziesz tam), które posłużyły do słynnej ucieczki. Kuchnie, pomieszczenia kontrolne, biura, słowem wszystko co warte obejrzenia. Przekonasz się, że to co mogłeś oglądać na jednym z filmów o Alcatraz jest w 110% prawdziwe. Jedno będzie towarzyszyć Ci przez całą wycieczkę. To oczywiście kraty. I tłumy takich jak Ty turystów, któzy  na każdym kroku narzekają na zbyt dużą liczbę zwiedzających. Nie licz na zdjęcie, którego nie zeszpeci co najmniej tuzin i rozglądających się z otwartymi ustami, zaciekawionymi turystami.

W mojej percepcji, wycieczka okazała się warta swojej ceny i czasu spędzonego na terenie wyspy. Miejsca, które zobaczyłem sprawiły, że będę się od tej pory pilnował, żeby nie łamać prawa (nie licząc przekraczania dozwolonej prędkości na autostradzie, oczywiście) Szkoda, że doskonały nastrój zepsuły mi trochę moje umęczone stopy. Do statku powrotnego doczłapałem kulejąc to na jedną, to na drugą nogę. Powrót na ląd oznacza poszukiwania miejsca, gdzie będę mógł kupić coś wygodniejszego. W San Francisco, jak za chwilę się okaże nie jest to takie proste, bardzo dużo sklepów jest zamniętych na głucho. Dlaczego, już w następnym wpisie.

Zapraszam do obejrzenia jeszcze paru zdjęć. Klikając otworzysz pełny rozmiar fotografii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *